# yankee candle

Yankee Candle Raspberry Sorbet.

czwartek, 29 maja 2014

Z niecierpliwością przebierałam nogami gdy zobaczyłam na stronie Yankee ten zapach. Byłam go bardzo ciekawa i chciałam mieć go w kolekcji. Gdy tylko nadarzyła się okazja by zakupić sorbecik, nie wahałam się ani chwili.
Pierwsze wrażenie było bardzo pozytywne - malinowy sosik, bardzo słodki, wręcz ulepek. Do tego ta cudowna naklejka od której od razu robi się chłodniej i wspaniały kolor wosku napawały mnie optymizmem, nawet myślałam że będzie to jeden z moich ulubieńców.
Oj jak ja bardzo się zawiodłam po odpaleniu świecy... Po pierwsze intensywność świecy jest średnia (choć mi to wystarcza). Po drugie - gdzie te fajne malinki? Czułam jakąś chemiczną landrynę, ulepek z lekkim dodatkiem owoców i... tyle. Żadnego wow, żadnego zachwytu i peanów. Jedna z kilka świec na której się przejechałam.
Nic mi po ładnej naklejce i ładnym odcieniu wosku. Jestem na nie :(



Czytaj dalej »
# pharmaceris

Pharmaceris N - żel gojący zaczerwienienia.

piątek, 23 maja 2014
Bardzo cenię sobie produkty które umożliwiają mi szybki demakijaż. Często wieczorem jestem wykończona i nie chce mi się stać w łazience i po kolei zmywać buzię tysiącem produktów. Przyznaję się do tego bez bicia ;) 
Wybawieniem są żele/pianki które można stosować również do demakijażu oczu. Wypróbowałam ich już kilka, ale Pharmaceris N - żel gojący zaczerwienienia okazał się jednym z moich ukochanych produktów do oczyszczania cery.


Żel ma świetną konsystencję lekkiego żelu, delikatnie wodnistego. Pieni się umiarkowanie w kierunku do słabo (mimo tego świetnie myje) a opakowanie z pompką jest bardzo praktyczne. To że jest przezroczyste to kolejny atut bo widzimy ile produktu zostało w butelce. Zapach żelu jest bardzo przyjemny i delikatny - osobiście bardzo go lubię. 
Jeśli chodzi o działanie - tu się należą mu same pochwały. Żel przede wszystkim bardzo dobrze oczyszcza skórę z makijażu (wiadomo że nie poradzi sobie z wodoodpornym tuszem czy eyelinerem), a do tego jest bardzo delikatny i jej nie podrażnia. Skóra jest czysta i przyjemna w dotyku.
Likwidacja zaczerwienień to kolejny atut tego produktu. Faktycznie ładnie koi i przygasza zaczerwienienia. Myślałam że to tylko taki chwyt ale po regularnym używaniu faktycznie troszkę przygasił widoczność naczynek przy nosie i na policzkach (mam ich niewiele bo nie mam typowo naczynkowej cery).

Skład:  Aqua (Water), Cocamidopropyl Betaine, Panthenol, Butylene Glycol, Coco-Glucoside, PEG-70 Mango Glycerides, Hydroxyethylcellulose, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Allantoin, Propylene Glycol, Glycerin, Silybum Marianum (Lady`s Thistle) Extract, Quaternium-15, Parfum (Fragrance)

Cena: 28 zł
Pojemność: 190 ml

Podsumowując:

+
 likwiduje niewielkie zaczerwienienia
 koi skórę
 świetnie oczyszcza skórę z makijażu i nieczystości
 przyjemna, jedwabista konsystencja
 ładnie pachnie
 praktyczne przezroczyste opakowanie z pompką
 jest bardzo wydajny

-
cena jest trochę wysoka jak na taką pojemność

Ocena: 8/10


Czytaj dalej »
# android

Moje ulubione aplikacje na Android.

piątek, 16 maja 2014
W dzisiejszych czasach prawie każdy posiada mniej lub bardziej zaawansowany technologicznie telefon. Wiele osób ma smartfony które łączą w sobie telefon, notatnik, komputer. Szczerze mówiąc, ja nie umiałabym już żyć bez mojego telefonu - służy mi do dzwonienia, pisania smsów, odbierania emaili, używania portali społecznościowych, notowania najważniejszych rzeczy oraz do "zabijania" nudy choć tej ostatnio niewiele w moim życiu. Dziś napiszę Wam o kilku najciekawszych i najbardziej przydatnych apek z których korzystam.

[źródło: techbyte.pl]


1) INSTAGRAM - jest to bezsprzecznie moja ulubiona aplikacja w telefonie. Potrafię długo przeglądać zdjęcia znajomych, gwiazd, osób które znam z sieci. Lubię to, że można poznać np. blogerkę z tej bardziej prywatnej strony - zobaczyć jak mieszka, co robi w wolnym czasie. Trzeba to przyznać że żyjemy w czasach ekshibicjonizmu a taki dawkowany w granicach zdrowego rozsądku bardzo lubię, zarówno u siebie jak i u innych :) Po prawej stronie znajdziecie przycisk dzięki któremu możecie dodać mnie do obserwowanych na Instagramie.

2) TWITTER & FACEBOOK - to po prostu mobilne wersje tych najpopularniejszych portali społecznościowych, każdy pewnie dobrze je zna. Musiałam je tu umieścić bo są to aplikacje z których korzystam najczęściej. Również FACEBOOK MESSENGER jest godny uwagi jeśli dużo gadacie na facebookowym czacie.

3) GMAIL - gmail to chyba najpopularniejsza aplikacja pocztowa, nie wyobrażam sobie bez niej używania poczty elektronicznej. Wiele razy była przydatna w momencie kiedy musiałam na szybko skontaktować się przez email. Jest przejrzysta, skuteczna i pożyteczna.

4) EVERNOTE - jest to najlepsza aplikacja do notatek z jaką miałam styczność a kilka przewinęło się przez mojego smarfona. Prosta w obsłudze, ma wiele fajnych i przydatnych funkcji i jest bezpłatna. Szczerze polecam.

5) BLOGLOVIN -  dzięki tej apce jestem na bieżąco z blogowym światem. Mogę czytać Wasze notki karmiąc dziecko, jadąc busem czy siedząc na ławce w parku. Aplikacja jest bardzo przejrzysta i dobrze mi się czyta za jej pomocą.

6) COOL READER - jeśli już o czytaniu mowa to nie mogę nie wspomnieć o tej świetnej aplikacji do czytania ebooków! Szukałam długo apki idealnej do czytania książek na tablecie i ta okazała się strzałem w dziesiątkę. Ma funkcję czytania w nocy, wtedy ekran jest przygaszony a my możemy nawet po ciemku, nie wkurzając drugiej połowy, zatracić się w powieści ;)

7) WOMANLOG- to nic innego jak kalendarzyk miesiączek czyli bardzo przydatna sprawa dla każdej kobiety. Koniec z walającymi się wszędzie kalendarzykami w wersji papierowej ;) 

8) ZEDGE - to centrum tapet i dzwonków na mój telefon. Wchodzę, szukam, ściągam i ustawiam - w ciągu kilku sekund cieszę się nową tapetą/dzwonkiem na telefonie.

9) MOJA GAZETKA - tę aplikację "ściągnęłam" z podobnego wpisu u jednej koleżanki blogerki i jestem nią zachwycona! Wszystkie gazetki reklamowe największych supermarketów w Polsce w jednym miejscu. Już nie muszę szukać gazetek w biedronie, mam swoją w telefonie ;)

10) 2048 - bardzo wciągając gra polegająca na ułożeniu liczb w liczbę 2048. Potrafi zająć mi sporo wolnego czasu także jeśli go nie macie nie zaczynajcie grać ;)


Czytaj dalej »
# biedronka

Mega zakupy kosmetyczne - Rossmann, Supher-pharm, Hebe...

środa, 14 maja 2014
W kwietniu i maju było sporo ciekawych promocji, przeważnie na kosmetyki kolorowe. Ostatnio moje zapasy stopniały, więc postanowił zaopatrzyć się w kilka produktów. A że po drodze wpadło co nieco zbędnych mazideł, to już inna sprawa.
Nie przedłużam, jedyne co to przepraszam za okropne fotki ale dziś akurat miałam chwilę i mimo niekorzystnego światła chciałam ją wykorzystać na zdjęcia.

Biedronka:


W Biedronce skusiłam się jedynie na arbuzowe masło do ciała Bielenda oraz pumeks z tarką. Masełko bardzo przyjemne :)

Natura:


Kolorowe tusze do rzęs ostatnio stały się modne. Zachęcona dobrymi opiniami o tych z Essence, poprosiłam kumpelę by kupiła mi dwa ocienie - miętowy 01 i pastelowo fioletowy 05. Jestem nimi oczarowana.

Hebe:


W Hebe była promocja na osławiony płyn micelarny Garnier (13,99) więc się skusiłam - moje zdanie o tym gagatku poznacie później. Trafiłam w końcu kamuflaż z Catrice w kolorze 010 Ivory. Zachęciła mnie pomadka Essence 09 Wear Berries, piękny odcień fioletu z domieszką różu.

Supher-Pharm:


Dzięki promocji 1+1 trafiły do mnie moje pierwsze lakiery Essie, w kolorach (od lewej) : lilacism, muchi muchi, tart deco oraz peach daiquiri. Za wszystkie zapłaciłam jakieś 55 zł co było mega dealem :)

Rossmann:

twarz:


Promocja -49% zachęciła mnie do sporych zakupów w Rossmannie. Na początek jednak kilka uwag. Po pierwsze - znalezienie niemacanego, nieotwieranego produktu graniczy w tej drogerii z cudem! Pokazywałam na instagramie oraz fp że kupiłam UŻYWANĄ (nie macaną) pomadkę prosto z szuflady! Skandal... to oznacza że któraś z ekspedientek jej używała :( Po drugie, na czas promocji wiele cen zostało sztucznie zawyżonych więc nie była to tak wielka okazja jak się wydawało...
Ale pomimo tego zrobiłam spore zakupy.
Zdecydowałam się na dwa podkłady Max Factor - Face Finity All Day Flawless 47 Nude oraz Colour Adapt 50 Porcelain. W końcu zdobyłam też upragniony róż Bourjois 95 Rose de Jaspe.

Oczy:


Jeśli chodzi o produkty do oczu, uzupełniłam zapas ulubionego tuszu z Eveline Big Volume Lash. Sięgnęłam również po tusz Astor Big & Beautiful Butterfly. Postawiłam na eyelinery - klasyczny czarny Eveline w pisaku oraz szalony miętowy Lovely Pastel Green. Ostatniego dnia promocji złapałam ostatni, niemacany, nieotwierany Maybelline Color Tattoo 40 Pemanent Taupe.

Usta i paznokcie:


Tu zaszalałam najbardziej ;) Kupiłam dwa lakiery Lovely, piaskowy nr 1 Baltic Sand oraz nr 4 I love Summer. Zdecydowałam się też wziąć matujący top Celebrity Nails z Wibo. Bardzo polubiłam się z błyszczykiem Lovely Kiss Kiss Lips nr 6. Kultowe pomadki Rimmel Kate to był mój początkowy cel, zdecydowałam się na odcień 101 w matowej wersji. Kredki do ust to dla mnie nowość. Te z Lovely są tanie i naprawdę warte uwagi, ja mam czerwoną 1 i nudziakowo beżową 2. Astor Soft Sensation Lipcolor Butter to dla mnie odkrycie ostatnich miesięcy, jestem w nich zakochana! Mam odcienie 008 Hug Me oraz 013 Magic Magenta.


Uf, to by było na tyle. A Wy się obłowiłyście? Ja na razie mam dość :D






Czytaj dalej »
# ekokosmetyki

Ratunek dla bardzo zniszczonych dłoni - Planeta Organica Organic Shea Hand Cream.

niedziela, 4 maja 2014
Moje dłonie ostatnimi czasy nie miały się najlepiej. Ciągłe mycie rąk (częstsze niż wcześniej, przy małym dziecku praktycznie non stop staram się mieć "odkażone" dłonie), generalne zaniedbanie w kwestii ich pielęgnacji doprowadziły moje dłonie do takiego stanu, że wyglądały jak dłonie staruszki a do tego piekły, swędziały a naskórek łuszczył się i schodził płatami.
Byłam pewna że wizyta u dermatologa mnie nie minie. Przypadkowo znalazłam się w Lawendowej Szafie (szukałam naturalnego soku) i zaczęłam przeglądać kosmetyki i rozmawiać z ekspedientką o moim problemie. Poleciła mi kilka balsamów i kremów do rąk z naciskiem na Planeta Organica Organic Shea Hand Cream. Skusiłam się i przyznam, że nie żałuję a wręcz jestem zachwycona.





Krem ma bardzo fajną i delikatną konsystencję. Wchłania się błyskawicznie i otula nasze dłonie czymś w rodzaju aksamitnej otoczki. Krem przepięknie pachnie masełkiem shea, zapach utrzymuje się długo ale nie jest drażniący.





Dłonie natychmiast stają się zauważalnie gładsze i lepiej wyglądają. Oczywiście by taki efekt pozostał na nich dłużej niż do kolejnego mycia dłoni, trzeba używać go regularnie. Po 2 tygodniach używania tego kremu, po moim uporczywym problemie nie było śladu! Mało tego, efekt utrzymuje się do teraz i moje dłonie naprawdę dobrze wyglądają. Używam go teraz doraźnie, gdy widzę że coś "złego" zaczyna się dziać, po kilku zastosowaniach problem znika. Krem jest bardzo wydajny i mimo że dość często po niego sięgam to tubka wciąż jest ciężka i mam wrażenie że niewiele go ubyło. 
Warto dodać że jest to ekokosmetyk (SKŁAD tutaj) a w jego składzie organiczne shea mieści się na drugim miejscu, czyli bardzo wysoko. Poza tym zawiera olej z rumianku, olej z dzikiej róży oraz proteiny pszenicy. 

Cena: 12 zł
Pojemność: 75 ml

Podsumowując:

+
naprawdę działa i regeneruje nawet bardzo zniszczone dłonie
efekt pozostaje na dłużej
świetnie się wchłania
ekokosmetyk (zawiera naturale składniki)
wydajny
cena nie jest wysoka
piękny zapach
przyjemna szata graficzna opakowania

-
nie odnotowałam

Ocena: 10/10 !!!


Czytaj dalej »